Czy naprawdę w modzie chodzi o to, by podążać za trendami?

Co kilka miesięcy świat mody ogłasza nowe „must have”. Inny kolor sezonu, nowy fason spodni, kolejny model butów. Łatwo odnieść wrażenie, że żeby dobrze wyglądać, trzeba za tym wszystkim nadążyć.

Tylko czy naprawdę?

Po kilkunastu latach pracy z kobietami widzę jedno: największą zmianę przynosi nie znajomość trendów, ale poznanie siebie.

Trendy są częścią mody, a moda jest biznesem. Musi się zmieniać, żeby zachęcać nas do kolejnych zakupów. I nie ma w tym nic złego. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy zaczynamy wierzyć, że bez najnowszych trendów nasza szafa jest niewystarczająca.

Tymczasem każda z nas wygląda inaczej. Mamy inne proporcje sylwetki, inne rysy twarzy, inną kolorystykę i zupełnie inny temperament. To, co na jednej osobie wygląda spektakularnie, u drugiej może sprawiać wrażenie przebrania.

Dlatego zamiast pytać:

„Co jest teraz modne?”

warto najpierw zapytać:

„Czy to jest moje?”

Kiedy znasz swoje kolory, rozumiesz swoją sylwetkę i wiesz, w czym naprawdę czujesz się sobą, trendy przestają być wyznacznikiem. Stają się inspiracją. Możesz z nich korzystać wtedy, kiedy pasują do Ciebie, a spokojnie odpuszczać te, które nie mają z Tobą nic wspólnego.

To daje ogromną swobodę.

Nie musisz wymieniać całej garderoby co sezon. Nie musisz kupować czegoś tylko dlatego, że wszyscy o tym mówią. Wybierasz świadomie i tworzysz szafę, która pracuje dla Ciebie, a nie przeciwko Tobie.

Właśnie wtedy moda zaczyna sprawiać przyjemność.

Bo ubieranie się „po swojemu” nie oznacza ignorowania trendów. Oznacza wybieranie z nich tylko tego, co wzmacnia Twoją indywidualność, zamiast ją przykrywać.

Najlepiej ubrane kobiety nie wyglądają tak samo. Łączy je coś znacznie ważniejszego – świadomość siebie. Wiedzą, co do nich pasuje, co podkreśla ich charakter i w czym czują się dobrze.

I właśnie dlatego, niezależnie od tego, co akurat jest modne, zawsze wyglądają autentycznie.

Przewijanie do góry